Z HISTORII TKACTWA W OKOLICACH BŁAŻOWEJ

Odsłony: 830

TKACTWO

Tkactwo było jednym z najważniejszych rzemiosł. Pozycję swoją fach ten zawdzięczał niezwykłemu rozpowszechnieniu. Najstarsze źródła pisane z terenu majętności jednoznacznie wskazują jak bardzo rozpowszechniona była uprawa lnu i konopi. Praktycznie nie ma opisu wypustu do roli i innego gospodarstwa, który nie zwierałby nasion tych roślin.

• Tkactwo było ważnym źródłem dochodów dworskich. Większość poddanych miała obowiązek „świadczenia przędzy” to znaczy przygotowywania motków przędzy z powierzonych przez dwór włókien (do poddanych należało oczyszczenie włókien „chędożenie” oraz przędzenie nici i oddanie gotowych motków).

• W XVIII wieku dwór zmonopolizował też handel płótnem, dyktując niekorzystne dla chłopów ceny.

• Pośrednio zarabiano też pobierając za dzierżawę blechu w Błażowej. Chłopi mieli obowiązek korzystania z tego blechu i uiszczania opłaty od każdej sztuki (aby nie dochodziło do omijania tego monopolu, płótno było cechowane).

Większość wykonujących to rzemiosło traktowała tkactwo, jako dodatkowe źródło utrzymania obok gospodarstwa. Dlatego brak jest źródeł, które ukazywałyby rzeczywistą liczbę tych specjalistów, ale wiele wskazuje na to, ze była to liczba znacząca.

Tkactwo było tak ważnym rzemiosłem, ponieważ płótno było artykułem powszechnego użytku. Wszystkie ubiory codzienne noszone powszechnie przez ludność wsi szyte były z płótna konopnego lub lnianego, jedynie okrycie zimowe szyte było z sukna. Płótno było więc towarem masowym i pełniło rolę artykułu wymiennego, jak waluta. Świadczy o tym przykład mieszkańca wsi Piątkowej Wojciecha Skałuby, który nabył w roku 1718 r. zagrodę zbudowaną przez Stanisława Badeli za grzywnę, za którą wyrobił panu w tej kwocie płótno.

Znajomość arkanów rzemiosła była pożądaną umiejętnością, dawała szansę na dochody i lepsze życie. W 1815 r. niejaka Marianna Sobczykowi, gdy owdowiała, aby zapewnić synowi lepszą przyszłość, sprzedała swoją chałupę pod nr 322 w Błażowej Franciszkowi Wani za sumę 45 zł. i zobowiązanie tegoż, że „ syna jej wyuczy rzemiosła tkackiego i na jego edukację łożyć będzie”, w zamian za to matka „…Marianna Sobczykowa będzie jemu posłuszną komornicą”. Jednocześnie do wykonywania tego rzemiosła nie potrzeba było, specjalistycznego sprzętu, poza warsztatem tkackim, który był stosunkowo niedrogi, jeśli jego cenę porównać z narzędziami kowalskimi czy innymi. Przy stosunkowej niedużej inwestycji można było znaleźć zajęcie, które bezrolnym i mało rolnym przynosiło w miarę stały dochód i jeśli nie było głównym źródłem utrzymania to pomagało utrzymać rodzinę.

Oczywiście były też przypadki, gdy tkacze popadali w długi, nie wywiązywali się z przyjętej pracy lub zgoła zagubiali cudzą przędzę przyjętą do warsztatu. W trudnej rzeczywistości XVII, XVIII, czy XIX-wiecznej w jakiej żyli ci rękodzielnicy wystarczyła poważniejsza choroba, wrogi najazd czy inne nieszczęście, a rzemieślnik z dobrze prosperującego właściciela krosien stawał się trudno wypłacalnym dłużnikiem.

OLEJARSTWO

Jednym z nielicznych rzemiosł spożywczych, które nie zostało zmonopolizowane przez dwór było olejarstwo. Rzemiosło to było dobrze rozwinięte w okolicach Brzozowa oraz Błażowej. Głównym surowcem do produkcji oleju były oczywiście len i konopie uprawiane na naszym terenie od wieków. Już w najstarszych zachowanych zapisach w księgach sądowych pełno jest wzmianek o siemieniu. Określone ilości tych nasion przekazywano jako żelazną porcję na zasiew przy sprzedaży gospodarstwa jako część „wypustu”. Z roślin tych wykorzystywano nie tylko włókniste łodygi, ale również ich nasiona czyli to wspomniane siemię, z którego wyciskano olej. Był on jednym z ważniejszych tłuszczów w diecie chłopskiej. Spożywanie oleju było ściśle związane z określonymi postami, podczas których używanie tłuszczów zwierzęcych było całkowicie zakazane. Oprócz dwóch najważniejszych postów Adwentu i Wielkiego Postu, przestrzegano postów jeszcze w liczne inne dni np. piątki, poniedziałki, w tzw. suche dni, krzyżowe dni itp. Oleju spożywano dużo, choć trudno ustalić, jaka ilość oleju na jednego mieszkańca była spożywana bo brak tak konkretnych przekazów. Mogły być to ilości bardzo różne od od 2-4 l na osobę do 20 l rocznie.

Tłoczenie oleju w domu na własne potrzeby zajmowały się przeważnie kobiety i obywało się to podobnie jak w okresie średniowiecza przy pomocy stęp olejowych lub pras naciskowych (podobnych do tych do sera), albo klinowych. Warsztaty usługowe olejarskie rozwinęły z przetwórstwa domowego. Na potrzeby olejarni budowano oddzielne pomieszczenia lub nawet specjalne budynki tak jak w Baryczy. Pamiętać jednak należy, że Galicja należała do krajów zacofanych technologicznie.

Przed zaniesieniem do olejarza nasiona należało przygotować, to jest oczyścić z twardych łusek. Tak to wspomina urodzony w latach 70-tych XIX wieku Kazimierz Krygowski z Futomy: „Służąca tłukła ziarno w stępie i wsypywała czyste siemię pozbawione plew do naczynia. Podbieraliśmy je ukradkiem całymi garściami, tak nam smakowało”. Tak oczyszczone nasiona olejarz rozdrabniał, a na terenie Galicji jeszcze na początku XX w. służyły do tego stępy ręczne lub nożne (stępy nożne z zachowanej z olejarni w Baryczy można oglądać w skansenie w Sanoku), a następnie już olejarz podgrzewał je, a właściwie podsmażał, uważając, aby rozdrobniona masa się nie przypaliła, bo olej tracił walory smakowe. Ostatnim etapem produkcji było wyciskanie (wybijanie) z podgrzanej masy oleju. Odpad, czyli makuchy z pozostałą zawartością oleju używane było do karmienia zwierząt, a nawet spożywane przez ludzi. Do niektórych olejarzy trzeba było przynieść już rozdrobnione nasiona, bo w olejarni była kolejka i olejarz nie miał na to czasu. Tak było m. in. w Piątkowej, gdzie nasiona rozdrabniano w domu w nożnej stępie, które były w domach powszechnie.

ROLA TKACTWA I PRZEMIANY PO UWŁASZCZENIU

Pewna niedogodnością w rzemieślniczym fachu był fakt, że w większości potrzebowali oni do wykonywania swego fachu nie tylko specyficznych narzędzi, ale też stosownych pomieszczeń, np. większą izbę, jak w przypadku tkactwa, która pomieściłaby warsztat tkacki lub nawet oddzielne pomieszczenie. Wspominane już pewne dochody rzemieślników sprawiały, iż domy ich były z reguły bogatsze i lepiej wyposażone niż u pozostałych mieszkańców. Prawie nie spotyka się też przypadków aby rzemieślnik nabywał większe gospodarstwo niezależnie od swej profesji. W wyjątkowych wypadkach jest to ćwierć gruntu jak w powyższym przypadku.. ... „Kąkolówka 1785 r., zapis kosztów Grzegorza Płazy na ćwierci danej od ojca Kazimierza Płazy ...i na tym miejscu dał mi taka chałupę, za która ja wziąłem złotych 48, a ta bardzo była mała na moją robotę, więc tę przedałem, a zbudowałem swoim kosztem nową tj.: izba, sień, i komora, i stajnia podle izby pod jednym dachem... i stodoła, sąsiek i boisko. Wszystka ta reparacja tych budynków com kupował u ludzi drzewo w debrzy i woził i tracze rznęli kosztuje mnie lekko rachując 500 zł.....

Tkactwo, sukiennictwo czy olejarstwo pełniło nie tylko rolę usługową, ale produkowało też towary na sprzedaż. Dla wielu mieszkańców wsi była to recepta na w miarę dostatnie życie. W XIX stuleciu ze względu na rozdrobnienie gospodarstw i przeludnienie wsi i stale rosnące podatki, rzemiosło coraz częściej bywało ratunkiem pozwalającym zaledwie przeżyć bardziej zaradnym mieszkańcom. Na terenie majętności błażowskiej taką role koła ratunkowego odgrywało tkactwo, które było najbardziej rozpowszechnione. Według F. Sulimierskiego w 1881 r. w samej Kąkolówce było 140 warsztatów tkackich, a zapewne i w innych miejscowościach było podobnie.

Po uwłaszczeniu wieś nie tylko dwór przeżywały kryzys związany z brakiem umiejętności poruszania się w nowej rzeczywistość społeczno-ekonomicznej. Problemem dla tkaczy było nie tylko zdobycie dostatecznej ilości surowca ze względu na to, że nie dysponowali gotówką na jego zakup, ale i sprzedaż gotowych płócien po godziwej cenie. Produkujący do tej pory na potrzeby dworu i uzależnieni od niego chłopi nie umieli poruszać się w zawiłościach wolnego rynku. Potrzebny kapitał i umiejętności posiadali żydowscy przedsiębiorcy, którzy szybko zauważyli dobry interes i całkowicie przejęli w swoje ręce, zaopatrzenie tkaczy w przędzę jak i odbiór płócien, zagarniając przy tym lwią część zysku dla siebie.

KS. BRONISŁAW MARKIEWICZ ZAKŁADA TOWARZYSTWO TKACKIE W BŁAŻOWEJ

Kiedy w 1879 r. do Błażowej przybył nowy proboszcz ks. Bronisław Markiewicz, wielki społecznik, prawdziwy wychowawca, późniejszy założyciel Zakładu i Zgromadzenia Michalitów w Miejscu Piastowym, postanowił on zmienić tę zastaną sytuacje i pomóc tkaczom. Z jego inicjatywy powstało w Błażowej w roku 1883 Towarzystwo Tkackie, a w roku 1884 Szkoła Tkacka. Przedsiębiorczy kapłan wystarał się o wsparcie finansowe dla obu przedsięwzięć od Wydziału Krajowego we Lwowie. Pierwszymi instruktorami w szkole byli nieznani z nazwiska Niemcy i Czesi. W roku 1886 rolę tę przejął pochodzący z Kąkolówki Marcin Brzęk, który był wcześniej wysłany wraz z kilkoma młodymi chłopcami (m. in. z Kazimierzem Jamrozem również z Kąkolówki, ten otworzy później własna fabrykę sukienniczą w Krośnie) przez Wydział Krajowy „...do Państwowej Szkoły Przemysłowej w Paliczce w Czechach na Wydział Tkactwa i Państwowej Szkoły Sukienniczej w Brnie na Morawach, a wreszcie na dłuższą naukową podróż po licznych zakładach przemysłu tekstylnego w Czechach, Morawach i na Śląsku”.

Marcin Brzęk kierował Szkołą Tkacka począwszy od 1886 r. do końca jej istnienia, tj. do roku 1896. Była to szkoła o 3 letnim kursie, nauki obejmującym zarówno teoretyczne podstawy tkactwa jak i praktykę. Wykształciła kilkudziesięciu tkaczy, a ci z kolei uczyli innych. Pod koniec XIX wieku przemysłem tkackim w okolicach Błażowej zajmowało się ok. 1300 tkaczy, a ich wyroby słynęły daleko dzięki jakości i przystępnej cenie. Rozwój taniej produkcji fabrycznej na początku XX wieku podkopał podstawy ekonomiczne tkactwa. Wyroby wiejskich rzemieślników nie były już w stanie konkurować z masową produkcją fabryk. Większość zarzuciła swoje warsztaty. Ci nieliczni, którzy pozostaną będą świadczyć usługi ludności swojej wsi i tkać płótna z przygotowywanej po domach przędzy, używane już tylko jako prześcieradła, płachty itp. W późniejszym okresie Marcin Brzęk założył własną fabrykę w Błażowej. Zakład tekstylny Marcina Brzęka produkował tkaniny lniane i bawełniane, „chustki na głowę i do odziewania, szaliki wełniane, fartuszki z kolorowymi brzegami i frędzlami, ręczniki lniane, ścierki do naczynia i do prochu, materye bawełniane na ubrania, płótno na bieliznę i pościel”, zatrudniając w 1912 r. 30 osób. Prowadził też w mieście sklep firmowy.